
W wiosennej edycji #skintreats Pixi obok masek w płachcie wypuściło też dwie wersje płatków pod oczy: FortifEYE i DetoxifEYE. Obie wersje liczą po 60 płatków zamkniętych w plastikowym słoiczku z dołączoną szpatułką - format popularny wśród koreańskich produktów. Jeśli komuś na sercu leży kwestia zmniejszenia ilości wytwarzanych śmieci, jest to zdecydowanie lepsza opcja niż płatki pakowane pojedynczo. Ja zdecydowanie lubię ją najbardziej. Minusem może być fakt, iż takie otwarte opakowanie należy zużyć w sensownym czasie - po paru miesiącach od otwarcia raczej nie chciałabym ich już używać. Mam przed sobą wyzwanie, ponieważ mam i używam obu wersji płatków ;) Poniżej postaram się je porównać. Które warto wybrać?
Jako pierwsze kupiłam płatki FortifEYE, ponieważ zdawały się mieć więcej składników aktywnych. Zerknijmy na skład:
Aqua/Water/Eau, Glycerin, Carrageenan, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Pinus Sylvestris Leaf Extract, Retinol, Hydrogenated Lecithin, Tocopheryl Acetate, Octapeptide-7, Sh-Decapeptide-7, Sh-Octapeptide-4, Sh-Oligopeptide-9, Sh-Pentapeptide-19, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Adenosine, Allantoin, Caffeine, Propanediol, Polyglyceryl-10 Laurate, Ceratonia Siliqua (Carob) Gum, Sucrose, Calcium Lactate, Calcium Chloride, Cellulose Gum, Potassium Chloride, Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum, Arginine, Hydrolyzed Extensin, Dipotassium Glycyrrhizate, Synthetic Fluorphlogopite, Maltodextrin, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Titanium Dioxide, Chromium Oxide Greens, Polysorbate 20, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Ethyl Hexanediol, 1,2 Hexanediol, Chlorphenesin, Disodium EDTA.
Na różowo zaznaczyłam humektanty, czyli składniki nawadniające: popularną glicerynę, wyciąg z aloesu, sacharozę, maltodekstrynę oraz hialuronian sodu.
Na zielono: oleje i ekstrakty roślinne. Mamy więc ekstrakt z kokosa, z sosny zwyczajnej, olej rycynowy, rozjaśniający ekstrakt z lukrecji oraz hydrolizowaną ekstensynę, czyli roślinny kolagen. Mogłabym ją również zaznaczyć na różowo, ponieważ pełni rolę humektantu. Kolagen odzwierzęcy stosowany na powierzchni skóry po prostu nawilża, ma zbyt duże molekuły, by przeniknąć barierę skórną i nie ma powodu by sądzić, że roślinna wersja jest w tym względzie lepsza. Z pewnością jednak ani jedna, ani druga nie ma wpływu na produkcję kolagenu przez nasz organizm.
Pozostałe wyróżnione składniki to:
Retinol - znany, dobrze przebadany składnik przeciwzmarszczkowy.
Octan Tokoferylu - niekomedogenna forma witaminy E, antyoksydant.
Peptydy: mamy ich pięć. Peptydy to relatywnie nowy trend w kosmetologii, mają wiele obiecujących badań, ale nie tak definitywnych, jak lepiej przebadane składniki w stylu retinolu, niacynamidu czy wit. C. Peptydy to fragmenty białek, które mogą regulować produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Więcej o peptydach.
Adenozyna: działa przeciwzmarszczkowo.
Alantoina: działa łagodząco.
Kofeina: zmniejsza opuchliznę i sińce.
Arginina: aminokwas.
Jak widać, płatki FortifEYE obok działania nawilżającego mają sporo składników przeciwzmarszczkowych i antyoksydanty, dzięki kofeinie mogą zmniejszać cienie pod oczami.
Przyjrzyjmy się zatem płatkom DetoxifEYE:
Aqua/Water/Eau, Glycerin, Carrageenan, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Pinus Sylvestris Leaf Extract, Caffeine, Gold (CI 77480), Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Rubus Coreanus Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Ribes Nigrum (Black Currant) Leaf Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Camellia Japonica Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Cellulose Gum, Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum, Allantoin, Calcium Chloride, Propanediol, Polyglyceryl-10 Laurate, Niacinamide, Calcium Lactate, Potassium Chloride, Ceratonia Siliqua (Carob) Gum, Maltodextrin, Sucrose, Mica, Dipotassium Glycyrrhizate, Tin Oxide, CI 77491, Titanium Dioxide, Arginine, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Ethyl Hexanediol, 1,2-Hexanediol, Chlorphenesin, Disodium EDTA.
Przede wszystkim zwraca uwagę bogactwo ekstraktów roślinnych. Oprócz obecnych również w FortifEYE kokosa, sosny zwyczajnej i rozjaśniającego ekstraktu z lukrecji (oraz oleju rycynowego) mamy też odświeżający ogórek, oraz pełne antyoksydantów ekstrakty z owoców jagodowych: maliny, jeżyny koreańskiej, borówek amerykańskich (odmiana lowbush), bogatych w witaminę C czarnej porzeczki i jagód acai. Dalej również antyoksydacyjna, wymiatająca wolne rodniki zielona herbata, zmniejszająca opuchliznę arnika górska, łagodzący rumianek i zmniejszający stres oksydacyjny ekstrakt z kamelii japońskiej.
Mamy też te same humektanty: glicerynę, aloes, hialuronian sodu, maltodekstrynę i sacharozę
Z innych ciekawych składników:
kofeina - wyżej w składzie niż w drugim płatkach, niweluje obrzęk i cienie pod oczami;
złoto - działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie;
alantoina - łagodzi podrażnienia;
niacynamid - rozjaśnia, działa przeciwzmarszczkowo, pogrubia cienką skórę i wspiera barierę hydrolipidową;
arginina - aminokwas.
Nazwa DetoxifEYE trochę mnie na początku odstraszyła (nie wierzę w detoksy, zwłaszcza te, które ma zapewnić położenie czegoś na powierzchni skóry) i nie przyglądałam się tym płatkom zbyt wnikliwie, od razu zdecydowałam się na FortfiEYE, które już na pierwszy rzut oka wyglądają dobrze (retinol, peptydy). DetoxifEYE są jednak bardzo ciekawą pozycją dla osób żyjących w dużych miastach i zmagających się ze stresem środowiskowym, zawierają bowiem bardzo szeroki wachlarz antyoksydantów, który wspomoże delikatną skórę pod oczami w walce z takimi problemami. Do tego wyższa zawartość kofeiny, niacynamid, lukrecja i arnika walczyć będą z cieniami i opuchniętymi oczami.
Podsumowując: które płatki wybrać?
Dla osób, które zmagają się już z pierwszymi zmarszczkami i wiotką skórą pod oczami: FortifEYE.
Dla tych, których problemem są cienie lub które nie mają jeszcze zmarszczek, ale chciałyby im zapobiegać: DetoxifEYE.
Dodatkowo, jeśli chcecie używać płatków rano, np. by ukryć niewystarczającą ilość snu, w tej roli lepiej sprawdzą się płatki DetoxifEYE. Ja oba pojemniki trzymam w lodówce, ponieważ aplikacja zimnych płatków jest bardzo przyjemna. Tu dodatkowo wspierać będzie działanie przeciwobrzękowe.
Dla osób, które nie używają sumiennie filtrów przeciwsłonecznych, są w ciąży, karmią piersią, używają leków z retinoidami lub z innych powodów unikają pochodnych witaminy A, DetoxifEYE również będą właściwym wyborem ze względu na zawartość retinolu w płatkach FortifEYE.
Płatki FortifEYE mają jednak szansę przynieść wyraźniejsze efekty zą względu na użycie mocniejszych substancji czynnych, których działanie może wykraczać poza czysto prewencyjne.
Jedne i drugie są podobnie nawilżające, mają tę samą żelową konsystencję i lekką tendencję do zsuwania się (esencji jest sporo). Wytrzymują bardzo długo: ja trzymam je ok. pół godziny, ale aż żal je ściągać, ponieważ dalej są mocno nasączone.
Mam nadzieję, że jeśli zastanawiałyście się, którą wersję wybrać, trochę rozwiałam Wasze wątpliwości.
Płatki można dostać w oficjalnym sklepie Pixi (FortifyEYE i DetoxifEYE), na Lookfantastic (FortifEYE i DetoxifEYE) i Zalando (FortifEYE i DetoxifEYE), gdzie do 15 maja kupicie je 20% taniej z kodem 20BEAUTY :)
Planujecie zakup płatków od Pixi? Macie inne ulubione? A może preferujecie inny sposób dbania o skórę pod oczami? Dajcie też znać, czy podoba Wam się takie porównanie dwóch podobnych produktów, ponieważ mam zaplanowane kilka kolejnych ;)
Lepiej późno niż wcale ;) Przedstawiam moje ulubione kosmetyki 2018, nietestowane na zwierzętach.
Linki afiliacyjne oznaczone są gwiazdką (*).
Post sponsorują: s jak sukulent i różowy sweterek.
Pielęgnacja twarzy
Biochemia Urody, Olejek myjący z ekstraktem z wąkrotki (Biochemia Urody)
Ok, zaczynam niewielkim oszustwem, bo olejów myjących z BU używam od lat ;) Do tej pory ulubioną wersja była ta z zieloną herbatą, ale cantella jest nawet lepsza.
Biochemia Urody, Booster miedziowy 2xCU6 (Biochemia Urody)
Serum przeciwzmarszczkowe z peptydami miedziowymi. W konsystencji i kolorze podobne do niebieskiego serum z Klairs, ze składników: do Copper Amino Isolate z NIOD. Bardzo się cieszę, że jest serum wygodne w użyciu jak woda, które ma szansę stanowić realną prewencję przeciwstarzeniową, a jednocześnie nie wywołuje skutków ubocznych.
Biochemia Urody, Olej Tsubaki (Biochemia Urody)
Wspaniały olej! Stosuję go pod oczy i na włosy. W niczym nie ustępuje olejom kameliowym firm azjatyckich, a przy tym mam pewność, że nie ucierpiał w długotrwałym transporcie od mrozu czy słońca.
Tołpa, Green Naczynka, Pianka micelarna do mycia twarzy i oczu (CosDNA | Tołpa)
Uwielbiam pianki typu self-foaming i bardzo chciałam używać właśnie takiej. Ta z Tołpy jest bardzo delikatna, nie ściąga skóry, nie pachnie mocno. pH to oczywiście 5.5 :) Pierwszą kupiłam w Biedronce za mniej, niż 10 zł, kolejne zamawiałam z Internetu, ale dostępność dalej uważam za bardzo dobrą.
Tołpa, Tonik-serum 2w1 (CosDNA | Tołpa)
Długo szukałam nietestowanego toniku nawadniającego, który nie ustępowałby azjatyckim. W “kręgach cf” bardzo popularne są kosmetyki naturalne i stosowanie hydrolatu w miejsce toniku, jednak żaden hydrolat nie daje wystarczającego, długotrwałego nawodnienia. Ten tonik-serum sprawdza się bardzo dobrze i nadaje się do metody 7 skin (u mnie to raczej 3 skin, bo nie nakładam więcej, niż trzy warstwy ;)). Jedynym minusem jest dość mocny zapach - trochę męski, detergentowy. Już się przyzwyczaiłam, ale wolałabym wersję bezzapachową.
Alkemie, Nature is Better Than Botox (CosDNA | Alkemie)
Alkemie to polska marka naturalnych kosmetyków, która ma bardzo ładne opakowania, przez co koniecznie chciałam coś od nich mieć. Większość produktów zawiera przynajmniej jeden składnik, z którym się nie lubię, więc padło na krem pod oczy. I tak ów krem został przypadkowym bohaterem, ponieważ okazało się, że świetnie radzi sobie z cieniami pod oczami, które uważałam za permanentne i nie do pokonania.
Chic Chiq, maseczki (Chic Chiq)
Miałam przyjemność testować wersje: de la Mer, Chocolat, La Noce i a la Rose. Nie miałam jakichś wielkich oczekiwań, ale bardzo mnie zaskoczyły. Ulubione to de la Mer i La Noce, obie wyrównują koloryt i nawilżają, ale de la Mer dodatkowo sprawia, że twarz wygląda na wyjątkowo promienną jeszcze następnego dnia po użyciu. Sięgam po nie chętniej, niż maski w płachcie, których nadal mam spory zapas.
Używam ich z wykorzystaniem płachtowych masek w tabletce, widocznych powyżej (no name, 10 lat temu kupiłam za 5 zł na Allegro paczkę stu pięćdziesięciu). Dzięki nim maseczka nie tylko nie zasycha na twarzy, ale również można ściągnąć ją jednym ruchem i nie trzeba zeskrobywać zaschniętej. Jeśli coś gdzieś jednak przyrośnie, używam gąbeczki do zmywania masek MaskRemover z EcoTools (iHerb*). Nie są to specjalnie miłe gąbeczki, ale świetnie radzą sobie z maseczkami, o których nam się zapomniało ;)
Nacomi, aktywator do masek glinkowych i algowych (CosDNA | Ceneo)
Jest to na pewno rzecz, która nie jest niezbędna, ale naprawdę fajnie ją mieć. Rozrabiam z nim maski z Chic Chiq oraz białą glinkę. Dzięki niemu dłużej są mokre i zyskują dodatkowe właściwości pielęgnacyjne. Zdecydowanie lepszy wybór, niż woda z kranu ;)
Moja Farma Urody, Zielony Koktajl (Moja Farma Urody)
Maska zawiera tylko to, co wymienione jest na opakowaniu, czyli miód, sok z jarmużu i sok z pokrzywy. Siłą rzeczy - jest niewegańska. Wszystkie składniki pochodzą z Podlasia, przez co zdecydowałam się na kosmetyk z miodem. Jeśli nie znam jego pochodzenia, raczej go unikam, ze względu na praktyki związane z produkcją miodu w Chinach (jak palenie uli po sezonie). Maska jest rewelacyjna - odżywia, nawilża, rozjaśnia. Pachnie tak sobie ze względu na jarmuż, ale za to, w przeciwieństwie do maski miodowej z I’m From czy balsamu do ciała Miodowe Gofry z Nacomi, smakuje całkiem dobrze i nie ma też strachu, jeśli dorwie się do niej maluch i wsunie całe pudełko. Oczywiście nie namawiam do jedzenia jej i wcale nie próbowałam tego robić, przekazuję tylko, co usłyszałam od koleżanki ;)
Manufaktura Natura, Scrub do ust “Mandarynka” (CosDNA | Manufaktura Natura)
Bardzo fajny, naturalny peeling cukrowy o pięknym zapachu. W tym wypadku nie mam wyrzutów sumienia zjadając kosmetyk na koniec kuracji ;) Jest moim zdaniem dużo lepszy, niż scrub w pomadce z E.L.F.a czy Sylveco (Sylveco nie ma aktualnej deklaracji odnośnie bycia cf), zawiera też natłuszczające i odżywcze masło shea oraz oleje: kokosowy, słonecznikowy i jojoba. Forma - pasta w słoiczku - pozwala na dużo miększą konsystencję i przyjemniejsze stosowanie, niz scruby w sztyfcie. Scrub nie jest wegański (zawiera wosk pszczeli).
Pielęgnacja ciała i włosów
Momme, Odżywcza śmietanka do kąpieli (Momme)
To jest mój HIT nr 1. Po zużyciu tuby 150 ml nabyłam 500 ml butlę z pompką, którą możecie podziwiać na zdjęciu. Zimą zawsze męczę się ze skórą tak suchą, że przypomina skorupę żółwia (uroki AZS). Jednocześnie naprawdę nie lubię balsamów do ciała i tego, jak wolno się wchłaniają. Ta lipidowa śmietanka to 2w1, dzięki któremu nie muszę nakładać balsamu i pierwszy raz w życiu nie męczę się zimą. Nadaje się zarówno pod prysznic, jak i do kąpieli. Przeszkadzać może w niej “bezzapachowy zapach”, nie jest zbyt super, ale mnie zależy przede wszystkim na działaniu.
Nacomi Coffee Scrub (Hebe)
Jestem wielką fanką peelingów kawowych, mimo bałaganu, jakiego potrafią narobić. Obecnie kończę wersję z kokosem i zaczynam tę czekoladowo-pomarańczową. Na zdjęciu udało mi się przysłonić część opakowania, która sprawia, że kosmetyk wygląda, jakby przybył do nas z roku 1993 ;) Szata graficzna serii Fit Lovers jest moim zdaniem naprawdę okropna, ale działaniu nie mam nic do zarzucenia. Na szczęście tym razem jakoś powstrzymałam się od zjedzenia kosmetyku, więc mogę tylko powiedzieć, że pachnie bardzo ładnie ;) Zwykle używam peelingów kawowych z żelem pod prysznic, bo lepiej trzymają się skóry, ten peeling nie odpada od ciała również bez pomocy żelu.
Tołpa, Dermo hair, Nawilżający szampon kojący podrażnienia (CosDNA | Tołpa)
Obecnie mój ulubiony szampon. Wcześniej stosowałam szampon do wrażliwej skóry głowy z Ecolabu i ten mu nie ustępuje. Wolę go od wszelkich Petali i również od Yope, których mam całą kolekcję, ale jednak częściej sięgam po ten szampon. Nie wysusza i nie podrażnia skóry głowy, nie przetłuszcza, nie oblepia włosów, nie puszy, nie wywołuje łupieżu ani przyklapu. Włosy są świeże przez około 3 dni. Moje oczekiwania względem wszelkiej maści myjków zwykle obejmują rzeczy, których myjek nie powinien robić ;) Poza tym chcę jeszcze tylko, aby mył. I ten to robi.
Giovanni, Frizz Be Gone, Super Smoothing Anti-Frizz Hair Serum (CosDNA | iHerb*)
Jeśli nie wygniatam fal, potrzebuję serum dyscyplinującego, które utrzyma fryzurę w jakim-takim ładzie. Przez lata używałam olejku Mythic z L’Oreala, jednak kiedy zaczęło mi zależeć na tym, by moje kosmetyki były nietestowane, znalazł się on na czele listy produktów do wymiany. Po przetestowaniu wielu tańszych i droższych opcji, od Isany po Paula Mitchella, w TK Maxx trafiłam na to serum i zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Daje piękną taflę włosów, nie oblepia i nie przetłuszcza. Włosy są gładkie i sypkie, nie czuć, że jest w nich produkt do stylizacji. Uwielbiam, kiedy nowy kosmetyk cf bije na głowę wieloletniego ulubieńca :)
Giovanni, 2chic, Ultra-Moist, Deep Deep Moisture Hair Mask, Avocado & Olive Oil (CosDNA | iHerb*) Giovanni w swoim nazewnictwie nie ustępuje firmom jak Missha (kto pamięta sławną Long Name Ampoule?), co nie przeszkadza im w tworzeniu świetnych produktów. Ta maska solo po dwóch minutach wczesywania może zastąpić porządną sesję włosingu i bije u mnie pod tym względem fioletową odżywkę z Yope.
![]() |
| Bardzo starałam się maksymalnie ja odwłosić, ale wyszło jak wyszło, za co przepraszam. |
WetBrush (WetBrush)
Skoro o wczesywaniu mowa, zwykle czeszę włosy tylko podczas mycia, wczesując odżywkę i ta szczotka idealnie się do tego nadaje. Nie ciągnie i nie puszy włosów również na sucho, co robi np. TangleTeezer. Łatwo się ją czyści. Wersja złota jest bardzo super, ale występuje również w stonowanych wersjach kolorystycznych ;)
Makijaż
Ben Nye, Luxury Powder (CosDNA | Mokotowska 58)
Mam ten puder w odcieniu Cameo, który jest dość chłodny, ale idealnie równoważy mój podkład, który jest odrobinę za ciepły. Występuje jednak w kilku innych odcieniach i wersji transparentnej. Sądziłam, że już nic nie zastąpi pudru No Sebum z Innisfree. Przetestowałam naprawdę dziesiątki polecanych pudrów, głównie tych z niższej półki, jak Ecocera, Catrice, Essence, Miyo czy My Secret, ale i nieco droższych minerałów, jak Lily Lolo czy Meow. Wszystkie były pudrowe, suche w wykończeniu, mocno matujące. Na nosie pojawiały się suche skórki, a skóra po paru godzinach i tak tłuściła się w najlepsze. Bez większych nadziei zamówiłam próbkę sławnego Ben Nye’a, który Kim Kardashian używa w kolorze Banana i który w ostatnich latach zdążył już zrobić rundkę wokół internetów i… Jest idealny! Nie tylko dorównuje Innisfree, on jest wręcz lepszy! Bardzo drobno zmielony, bez efektu ciasta, daje efekt blur pod oczami i wytrzymuje mniej więcej tyle samo czasu, co No Sebum. Czuć, że jest to inna półka cenowa i inna jakość. Nie szukam innego :)
Nabla, Pomada do brwi (Sephora)
Całe lata używałam zestawu cieni do brwi z Catrice, więc nie jestem w stanie porównać jej do innych pomad, bo ich po prostu nie miałam, ale jestem pod wrażeniem pracy z tą pomadą w porównaniu z cieniami. W kilka sekund jestem w stanie wyczarować brwi rodem z Instagrama, albo uzyskać bardziej naturalny, codzienny efekt trochę mocniej ją rozcierając. Mam kolor Neptune.
GlamBox, edycja VI “Goła” (GlamBox)
Jedna paleta w neutralnych beżach i brązach to w zasadzie wszystko, co jest mi potrzebne do makijażu oczu (jestem straszną nudziarą). Ta polska paletka od Hani Knopińskiej zawiera zarówno ciemniejsze matowe brązy jak i szampański cień rozświetlający, co jest dla mnie zestawem minimum, jakiego oczekuję od palety ;) “Nudysta” to miłość, “robi” cały mejkap (zwłaszcza, kiedy ma się opadające powieki i 1 mm widocznego miejsca na cienie ;)).
Pacifica, Aquarian Gaze, Water Resistant Long Lash Mineral Mascara (CosDNA | iHerb*)
Na zdjęciu widzicie dwa, ale to już mój czwarty taki tusz. Nazwałabym go codziennym - nie daje nie wiadomo jak spektakularnego efektu, ale też nie skleja rzęs, nie zostają na nich kawałki tuszu i nie daje efektu “pajęczych nóżek”. Trzy egzemplarze były świetne, jeden (mój drugi) był bardziej suchy i trochę się sypał. Mam nadzieję, że to wyjątkowa wpadka i wszystkie kolejne będą równie dobre, jak posiadane przeze mnie trzy :) Kolor czarny nosi nazwę Abyss.
I to by było na tyle! Jakie są Wasze odkrycia ubiegłego roku? :)
Produkt otrzymałam do recenzji ze sklepu jolse.com
Osoby, którym zdarza się ze mną rozmawiać lub śledzić moje posty w grupie o kosmetykach azjatyckich z pewnością wiedzą, jak bardzo lubię kosmetyki z miodem, a zwłaszcza z propolisem. Swego czasu stworzyłam nawet całkiem obszerną listę takich kosmetyków. Dlatego gdy zobaczyłam, że Jolse szuka recenzentów nowej, miodowej mgiełki od razu się zgłosiłam... a potem o tym zapomniałam. Pod koniec stycznia bardzo zdziwiona otworzyłam paczkę od Jolse, bo przecież nic nie zamawiałam! Dopiero zawartość przypomniała mi, że przecież zgłaszałam chęć testowania tej mgiełki, zapomniałam jedynie sprawdzić, kto dostał się na ostateczną listę. Jak się okazało, również ja ;)
Co to jest?
Jolse.com to jeden z ulubionych sklepów maniaczek azjatyckiej pielęgnacji, nie tylko ze względu na szeroki asortyment i częste promocje, ale przede wszystkim dzięki darmowej wysyłce i górom próbek, z których rozdawania słyną. Hope Girl jest jedną z ich nowszych marek, na razie jeszcze stosunkowo mało znaną, ale przewiduję, że może się to zmienić. Mgiełka, którą otrzymała do testowania jest na pierwszy rzut oka typowym produktem w swojej klasie: zamknięta w buteleczce z atomizerem, przeznaczona do stosowania w miarę potrzeb.
W opakowaniu mieści się 80ml produktu - nie jest to bardzo wiele, ale za to mgiełka jest dość poręczna i można ją bez problemu wrzucić do torebki., Na uwagę zasługuje atomizer, który rozpyla naprawdę drobniutką mgiełkę: naprawdę, jest to chmurka, której czasem w ogóle nie wyczuwałam na skórze i nie byłam pewna, czy trafiłam nią w siebie, czy nie. Może spokojnie konkurować z moim ulubieńcem w tym temacie. tj. Clinique Moisture Surge, który jest dla mnie odniesieniem, jeśli chodzi o jakość rozpylanej mgiełki. Benton powinien się od nich uczyć i czym prędzej poprawić swój chlapacz, jakim jest ich "mgiełka" z drzewkiem herbacianym.
Skład
Analiza na Cosdna. Skład jest krótki i bardzo porządny, zaraz po wodzie nawadniacze - gliceryna i trehaloza, składniki miodowe niewiele poniżej. Nie ma w niej żadnych paskudnych dodatków ani alkoholu, który często bywa składnikiem azjatyckich mgiełek.
Dla kogo?
Dla wszystkich, którzy spędzają większość dnia w klimatyzowanych pomieszczeniach, chcą podbić nawilżenie skóry w ciągu dnia, trochę się odświeżyć lub po prostu zrelaksować.
Jak stosować?
Mgiełką można spryskiwać twarz o dowolnej porze dnia, nadaje się pod i na makijaż, ponieważ nie pozostawia klejącej warstwy. Można ją tez stosować zamiast toniku, jednak ponieważ mgiełka jest tak drobna, nie da się nałożyć na raz bardzo dużo - trzeba by się solidnie napsikać ;)
Działanie
Mgiełka oferuje naprawdę solidną porcję nawilżenia. Poniżej wyniki z analizatora, twarz tuż po myciu oraz po zastosowaniu samej mgiełki:
Cera po myciu - jak widać nie jest zbyt różowo...
...i po użyciu mgiełki. Wow!
Jako bonus przy regularnym stosowaniu produkt oferuje też piękny, propolisowy glow - efekt, za który kocham ten składnik.
Ocena
Jestem zaskoczona, jak bardzo spodobała mi się ta mgiełka. Mówiłam sobie, że warto się za jakąś rozejrzeć, ale co którąś oglądałam, to coś mi nie pasowało w składzie, albo po przyjściu okazywała się klejąca, mało nawilżająca czy powodująca wysyp. Ta ma wszystko, co potrzeba i jest dobrze dostępna: kiedy będziecie robić następne zakupy na jolse.com, dorzućcie do koszyka Hope Girl Honey Bee All Day Fixing Mist. Jestem przekonana, że może się nie spodobać tylko osobom, które nie chcą lub nie mogą używać miodu, albo tym, których cera z natury jest tak świetnie nawilżona, że nie zauważą różnicy ;) Ja ją zdecydowanie widzę.
Członkinie fejsbukowej gruby Azjatyckie Kosmetyki zapewne nie raz miały okazję czytać moje zachwyty nad pudrem myjącym 2sol Green Tea Enzyme Powder. To jeden z moich ulubionych myjków z niskim pH, który ma tylko jeden minus: jest trudno dostępny. Tak naprawdę można go dostać wyłącznie na TesterKorea, który nie jest moim ulubionym sklepem. Posiada świetny asortyment, ale zamawiając tam należy liczyć się z wysokimi kosztami wysyłki i zwykle dość długim czasem oczekiwania - przy tak szerokiej ofercie większości produktów nie ma w magazynie i są specjalnie zamawiane. Dlatego ucieszyła mnie wieść, że Wishtrend zamierza wypuścić podobny produkt: kosmetyki siostrzanej firmy Klairs dostępne są już w wielu polskich sklepach, więc może i na by Wishtrend przyjdzie czas :) Byłoby super, gdybym mogła dostać swój ulubiony myjek stacjonarnie. Czy jednak Green Tea & Enzyme Powder Wash okazał się równie dobry jak mój faworyt 2sol?
Poniższy produkt otrzymałam do recenzji od sklepu Wishtrend*.
Recenzja zawiera linki afiliacyjne, oznaczone gwiazdką (*).
Co to jest?
Myjek w formie pudru, na bazie sody oczyszczonej, z ekstraktem z zielonej herbaty i enzymami. Soda na pierwszym miejscu w składzie od początku budziła mój niepokój, jednak
EDYCJA 21/11/2017: Skontaktowała się ze mną reprezentantka firmy i dała znać, że już nie reklamują tego myjka jako pH 5.5, ponieważ w warunkach domowych testów daje wyższe wyniki. Wynik 5.5 uzyskano w warunkach laboratoryjnych.
Opakowanie
W tej kategorii zdecydowanie wygrywa Wishtrend. Plastikowa buteleczka jest prosta, ale ładna, a zamknięcie "na klik" jest bardzo wygodne, dyspensuje odpowiednią ilość produktu i nie sprawia wrażenia, jakby miało odpaść. Opakowanie pudru 2sol to z kolei po dostępności jego największy mankament: pomijając wątpliwą urodę, butelkę zamyka zakrętka, którą za każdym razem trzeba odkręcić, otwór jest zaś dość spory i prawie za każdym razem wylatuje z niego za dużo produktu. Ponieważ zwykle wysypuję go na dłoń mokrą po pierwszym myciu olejkiem, nie mogę wsypać nadmiaru z powrotem, z obawy, że wilgoć zachęci jakieś nowe życie, by powstało wewnątrz opakowania. Tego zdecydowanie bym nie chciała, także trochę produktu prawie zawsze się marnuje. Wishtrendowego pudru jest też trochę więcej: 70 g vs 50 g w 2solu.
Zapach
Poświęcam mu osobny akapit, bo naprawdę mi się podoba! Producent opisał go jako "matcha latte" i jest to super trafne, puder pachnie zdecydowanie jak delikatnie mleczna matcha. Matcha na mleku migdałowym to jedna z moich ulubionych wersji tej herbaty, więc zapach dobrze mi się kojarzy :) Jednocześnie nie jest mocny ani nachalny, za co plus, bo nie znoszę mocnych zapachów. 2sol niestety pachnie dość mocno, w trudny do zidentyfikowania świeży sposób i zapach ów sprawił, że jakiś czas temu poważnie rozważałam jego zmianę na inny myjek.
Skład
Sodium Bicarbonate, Sodium Lauroyl Glutamate, Sodium Cocoyl Isethionate, Zea Mays (Corn) Starch, Camellia Sinensis Leaf Powder(2%), Lysine HCL, Proline, Sodium Ascorbyl Phosphate, Acetyl Methionine, Theanine, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Sorbitol, Papain, Betaine, Cellulose Gum, Citric Acid, Sodium Hyaluronate.
CosDNA oznacza papainę jako potencjalnie drażniącą.
Sproszkowana zielona herbata 2% - zamiast ekstraktu w produkcie znajdują się naturalne sproszkowane liście.
Lizyna, prolina, metionina, teanina - aminokwasy.
Sól waso hialuronowego - na ostatnim miejscu w składzie.
Sodium Ascorbyl Phosphate - delikatna forma witaminy C. W produkcie, który zostaje szybko zmyty dobroczynne składniki jak te wymienione dotąd mają umiarkowane znaczenie.
Papaina - złuszczający enzym z papai, obok bromelainy główny składnik peelingów enzymatycznych.Soda oczyszczczona - wymieniam ją w ramach przypomnienia, że czysta soda nigdy nie powinna trafić na twarz a przepisy DIY z jej użyciem powinny umrzeć. W dobrze skomponowanym kosmetyku ekstremalnie zasadowe pH 10 sody będzie zbilansowane poprzez regulatory pH, które je obniżą, jednak nie jestem największa fanką faktu, że jest ona w tym produkcie.
Ogólnie rzecz biorąc skład jest prosty i krótki a większość składników przyjazna dla skóry.
Podczas gdy Wishtrend zawiera papainę, 2sol zawiera proteazę, która najwyraźniej jest łagodniejsza, ale udało mi się znaleźć jedynie badania dotyczące prawdopodobnie dużo wyższych koncentracji, niż te w myjku. Ponieważ papaina może podrażniać skórę, różnica ta może byc istotna, o czym poniżej.
pH
Punkt, w którym muszę ponarzekać.

Jak widać na załączonym obrazku, po zmieszaniu z wodą pH wynosi raczej 7. Woda w moim kranie jest raczej twarda i sama w sobie ma trochę wyższe pH niż neutralne 7, więc można założyć, że myjek mimo wszystko ciut je obniża.
![]() |
| Lewy pasek zdążył trochę wyschnąć, zanim przetestowałam prawy, dlatego na tym zdjęciu wygląda, jakby pH było wyższe, niż na poprzednim. Wybaczcie kiepską jakoś zdjęcia i obdrapane paski. |
Dla kogo?
Producent zaleca, by osoby o wrażliwej lub cienkiej skórze stosowały produkt nie częściej, niż dwa-trzy razy w tygodniu. Odradza również stosowanie go z innymi produktami złuszczającymi, jak kwasy, witamina C czy retinoidy, ze względu na zawartość papainy. Ja się do tej wersji przychylam i również zamierzam stosować go raczej jako peeling enzymatyczny niż jako codzienny myjek. W tej roli skreśla go u mnie nieco wyższe niż deklarowane pH, oraz własnie zawartość enzymów, ponieważ w mojej pielęgnacji kwasy pełnią ważną rolę. Obecnie testuję stosowanie ich rzadziej, niż codziennie, więc delikatny peeling enzymatyczny ma szansę dobrze się wpasować. Kto może stosować ten produkt codziennie? Osoby o mało wrażliwej skórze, na której większość rzeczy nie robi wrażenia z pewnością nie odczują też nieco wyższego pH. Osoby, które nie stosują innych aktyw w pielęgnacji, lub używają ich sporadycznie, a także te, które używały już kilku naprzemiennie (np. kwasów i wit. C) i nie widziały negatywnych efektów. Efekt złuszczający tego kosmetyku jest bardzo delikatny: nie można go porównać np. do peelingu enzymatycznego Organique z linii basic, który działa w sposób dużo bardziej odczuwalny, a który, jako produkt enzymatyczny, dalej jest relatywnie delikatny, jeśli porównywać go do kwasów, nie mówią co retinoidach. W wielu recenzjach pojawia się informacja, że puder był stosowany równolegle z kwasem migdałowym z tej samej firmy, więc myślę, że ostrzeżenia są trochę na wyrost, ale osoby o skórze wrażliwej jak moja zdecydowanie powinny jednak ich posłuchać.
Myjek ma też okazję spodobać się fankom innego pudru zawierającego papainę, a mianowicie Tosowoong Enzyme Powder Wash, który nawiasem mówiąc zawiera denaturat, SLS i olej z borsuka, więc choć jest bardzo popularny, ja jestem do niego negatywnie nastawiona. Jeśli jakieś użytkowniczki Tosowonga przeskoczą po tej recenzji na 2sol lub Wishtrend, bardzo mnie to uraduje - małe zwycięstwo dla borsuków.
Puder ma tez dodatkową zaletę dla podróżujących samolotem z samym bagażem podręcznym: nie dotyczą go ograniczenia obowiązujące płynne kosmetyki :)
Jak stosować?
Częściowo wyjaśniłam to już wyżej, jeśli natomiast chodzi o sam sposób użycia, produkt najwygodniej rozmieszać z odrobiną wody w zagłębieniu dłoni, rozetrzeć w rękach do rozpuszczenia i taką emulsją masować twarz. Puder niespecjalnie się pieni, co mnie nie przeszkadza, ale fanki puchatej pianki pewnie będą zawiedzione. Zawiedzione mogą też być użytkowniczki gąbeczek konjac - jak dotąd nie znalazłam wygodnego sposobu używania ich z pudrami myjącymi.
Działanie
Stosowany przez tydzień puder nie wysuszył mojej cery, nie powodował jej ściągnięcia ani jej nie podrażnił, w tym czasie nie stosowałam też jednak produktów z kwasami i dbałam o solidną warstwę żelu z ceramidami na noc. Buzia jest po nim dobrze oczyszczona, ale nie tak, że aż skrzypi, i zaskakująco miękka i gładka - muszę się powstrzymywać, żeby jej nie dotykać.
Ocena
By Wishtrend Green Tea & Enzyme Powder Wash jest super miły w użyciu i bardzo chciałabym, żeby mógł być moim codziennym myjkiem. Niestety, przekreśla go odrobinę zbyt wysokie pH oraz właściwości złuszczające, których nie chcę powtarzać w zbyt wielu produktach ze względu na wrażliwą cerę. Jako codzienny myjek otrzymuje ode mnie 3.5 flaszeczki, jako peeling enzymatyczny otrzymałby subiektywne 4: dla większości osób zapewne zbyt łagodny, ale dla mojej cery idealny, gdyby nie to nieszczęsne pH.
Codzienny myjek:

Delikatny peeling enzymatyczny:

Ponieważ By Wishtrend Green Tea & Enzyme Powder Wash* od dziś dostępny jest w sklepie, z tej okazji można go dostać 20% taniej :) A ode mnie już niedługo post o pielęgnacji jesienno-zimowej.
Ta recenzja przeleżała na moim dysku prawie dwa tygodnie, ponieważ zupełnie nie mogłam trafić na pogodę pozwalającą na zrobienie jakichkolwiek zdjęć. Niestety, jesień chyba zawitała już do nas na dobre, to jednak czyni temat tym bardziej aktualnym: wiele osób właśnie dopiero jesienią i zimą decyduje się na kuracje kwasami.
Poniższy produkt otrzymałam do recenzji od sklepu Wishtrend.
Recenzja zawiera linki afiliacyjne, oznaczone gwiazdką (*).
Kwas migdałowy był jednym z
pierwszych, jakich miałam okazję spróbować i nadal pozostaje
jednym z moich ulubionych. Uważany jest za jeden z łagodniejszych,
a dodatkowo ma pewne właściwości kwasów BHA, dzięki czemu może
służyć cerze mieszanej i tłustej ciut lepiej niż np. kwas
glikolowy. Tonik firmy Norel, który był owym moim pierwszym kwasem
zawiera go w koncentracji 5% i podobnie jest w przypadku Skin Prep
Water. Kiedy dostałam propozycję od sklepu Wishtrend*, by ocenić
ten produkt, ucieszyłam się, że będę go miała z czym porównać.
Co to jest?
Produkt nosi nazwę „prep water”,
która dość dobrze oddaje zastosowanie. Stężenie to, jak
wspomniałam, 5%, jednak pH jest ciut wysokie jak na produkt z
kwasami - na moich podstawowych paskach wychodzi gdzieś między 4 a 5. Gdybym miała go z czymś porównać, to najbliżej
chyba byłaby Glow Water z Pixie, która podobnie jak Skin Prep Water ma
pH powyżej 3. To jednak nie znaczy, że produkt nie będzie
złuszczał! Jego działanie jest jednak dużo łagodniejsze, co przy
i tak delikatnym kwasie migdałowym daje produkt naprawdę bardzo
łagodny. Nie należy go jednak traktować jak toniku
przygotowawczego przed „właściwe” kwasy – spokojnie będzie
dawał radę sam.
Produkt przyszedł do mnie w ładnym, metalicznym kartoniku w kolorze miedzi. Sam tonik zamknięty jest w prostej butelce z ciemnego plastiku, która chroni produkt przed dostępem światła. Pojemność to 120ml, więc całkiem sporo - moje doświadczenia z Norelem i Cosrx BHA Blackhead Power Liquid sugerują, że taka ilość może wystarczyć na długie miesiące. Nie ma co oszczędzać produktu, ponieważ trwałość po otwarciu to tylko 12 miesięcy.
Sam tonik jest przezroczysty, o konsystencji zbliżonej do wody i nie ma żadnego specjalnego zapachu - pozdrawiam użytkowniczki AHA Cosrx Whitehead Power Liquid, który, zależnie kogo spytać, pachnie jak płonące opony, zgniłe ryby lub mokry pies. Mnie osobiście ten zapach nie przeszkadzał, to nie to, co np. hydrolat z krwawnika, ale zawsze z radością witam produkty bez dodanych substancji zapachowych.
Dla kogo?
Dla skóry pozbawionej blasku,
wrażliwej cery z niedoskonałościami, dla skóry suchej, dla osób
dopiero rozpoczynających swoją przygodę z kwasami.
Skład Water, Mandelic Acid, Butylene Glycol, Beta-Glucan, Panthenol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Sorbitan Sesquioleate, Centella Asiatica Extract, Houttuynia Cordata Extract, Sorbitol, Dimethyl Sulfone, Chlorphenesin, Sodium Citrate, Arginine, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Ethylhexylglycerin, Hydrolyzed Collagen, Carbomer
CosDNA oznacza glikol butylenowy jako pomniejszy składnik potencjalnie komedogenny (1) i karbomer jako składnik w niewielkim stopniu mogący wywołać podrażnienia (1).
Składniki godne uwagi:
Kwas migdałowy: kwas alfa-hydroksylowy (AHA), działa złuszczająco, rozjaśnia przebarwienia, niweluje drobne zmarszczki i reguluje pracę gruczołów łojowych.
Beta-glukan: pozyskiwany głównie z drożdży, owsa i grzybów, działa gojąco i łagodzi podrażnienia.
Pantenol: prowitamina B5, łagodzi i nawilża podrażnioną skórę.
Ekstrakt z lukrecji: rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt.
Ekstrakt ze słodkich migdałów: bogaty w wit. A i E, nawilża skórę.
Hialuronian sodu: sól kwasu hialuronowego, humektant - nawilża skórę.
Ekstrakt z wąkrotki (cantella asiatica): działa przeciwtrądzikowo, poprawia krążenie i może pogrubiać skórę.
Sorbitol: alkohol cukrowy, humektant - nawilża skórę.
CosDNA oznacza glikol butylenowy jako pomniejszy składnik potencjalnie komedogenny (1) i karbomer jako składnik w niewielkim stopniu mogący wywołać podrażnienia (1).
Składniki godne uwagi:
Kwas migdałowy: kwas alfa-hydroksylowy (AHA), działa złuszczająco, rozjaśnia przebarwienia, niweluje drobne zmarszczki i reguluje pracę gruczołów łojowych.
Beta-glukan: pozyskiwany głównie z drożdży, owsa i grzybów, działa gojąco i łagodzi podrażnienia.
Pantenol: prowitamina B5, łagodzi i nawilża podrażnioną skórę.
Ekstrakt z lukrecji: rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt.
Ekstrakt ze słodkich migdałów: bogaty w wit. A i E, nawilża skórę.
Hialuronian sodu: sól kwasu hialuronowego, humektant - nawilża skórę.
Ekstrakt z wąkrotki (cantella asiatica): działa przeciwtrądzikowo, poprawia krążenie i może pogrubiać skórę.
Sorbitol: alkohol cukrowy, humektant - nawilża skórę.
Jak stosować?
Wieczorem, po umyciu twarzy, na
osuszoną skórę. Można go nakładać za pomocą dłoni lub płatka
kosmetycznego. Po nałożeniu odczekać 20-30 min. Osoby, które chcą
„wyciągnąć” pełną moc produktu mogą użyć wcześniej
toniku obniżającego pH. Produkt jest na tyle łagodny, że
spokojnie może być stosowany codziennie, jednak gdyby to było za
wiele, można używać go tylko kilka razy w tygodniu. Konsekwencja
jest jednak w przypadku kwasów dość istotna.
Działanie:
Moja twarz jest już zaprawiona w
bojach, jeśli chodzi o kwasy – obecnie używam lotionu P50 z
Biologique Recherche w wersji oryginalnej (tj. bez literek W i V) i
pomimo cery atopowej, udaje mi się uniknąć nadmiernego
złuszczania. Skin Prep Water okazała się świetnym sprzymierzeńcem w
utrzymaniu tego stanu. Codzienne używanie P50 potrafi się dość
szybko i niespodziewanie obrócić przeciwko mnie, najlepsze efekty
osiągam używając go 2-3 razy w tygodniu. Jednak w pozostałe dni,
kiedy nie używałam żadnych „aktyw” pory nie zawsze wyglądają ładnie. Skin Prep Water jest naprawdę super jeśli chodzi o
podtrzymywanie efektów mocniejszego kwasu i gdyby moja skóra była
mniej problemowa, spokojnie mógłby to być mój jedyny złuszczacz.
Zdecydowanie mogę polecić ją osobom, które nie mają większych
kłopotów z trądzikiem i tłustą cerą, ale chciałyby uzyskać
efekt zdrowej, promiennej skóry, rozjaśnić drobne przebarwienia,
lub dla takich, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kwasami,
mają cerę suchą, wrażliwą, lub, jak ja, nawet atopową. Bardzo
ciężko zrobić sobie tym produktem krzywdę, choć kilka razy zdarzyło mu się nawet trochę zaszczypać - nie umiem ocenić, czy to jego własna moc, czy raczej objaw lekkiego przesadzenia z P50 w poprzedzających użycie dniach.
Alternatywnie polecam stosowanie w przypadku kuracji mocniejszymi kwasami, w ramach podtrzymania dobrych efektów. Mowa oczywiście dalej o kwasach domowych: w przypadku serii zabiegów z kwasami u kosmetologa, a także podczas kuracji retinoidami dodatkowe produkty nie są wskazane.
Alternatywnie polecam stosowanie w przypadku kuracji mocniejszymi kwasami, w ramach podtrzymania dobrych efektów. Mowa oczywiście dalej o kwasach domowych: w przypadku serii zabiegów z kwasami u kosmetologa, a także podczas kuracji retinoidami dodatkowe produkty nie są wskazane.
W przypadku cery trądzikowej, tłustej, z dużą skłonnością do zaskórników produkt może okazać się za słaby, aczkolwiek po zaatakowaniu problemu mocniejszym produktem i uzyskaniu poprawy możliwe, że Skin Prep Water okaże się wystarczająca do podtrzymania efektów. Stosowanie produktów w stylu Stridexa w czerwonym pudełku przez dłuższe okresy czasu może nie być najlepszym pomysłem i tu właśnie wchodzi Prep Water. Osobiście mam nadzieję, że będę mogła za jakiś czas zrezygnować z mocnej artylerii, jaką jest lotion P50 i przeskoczyć na coś łagodnego, jak tonik Pixi Glow lub właśnie Skin Prep Water :)
Ocena
By Wishtrend Mandelic Acid 5% Skin Prep Water to bardzo przyzwoity produkt, którego planuję dalej używać.
Ode mnie dostaje 4.5/5 flaszeczek.
Gdzie kupić?
W sklepie producenta – Wishtrend*. Jeśli pojawi się w polskich sklepach, dopiszę tu informację, gdzie można go dostać :)
Gdybyście robiły zakupy u producenta, we wrześniu z kodem BLUEDROP20 można otrzymać 20% zniżki na serum Midnight Blue Youth Activating Drop*,
natomiast z kodem MINISEPTWISH do zamówienia można otrzymać dwie miniaturki Klairs Supple Preparation Facial Toner*.
Jeśli w mojej obecnej pielęgnacji są jakieś produkty, których recenzje chciałybyście przeczytać, dajcie znać w komentarzach! :)
Gdybyście robiły zakupy u producenta, we wrześniu z kodem BLUEDROP20 można otrzymać 20% zniżki na serum Midnight Blue Youth Activating Drop*,
natomiast z kodem MINISEPTWISH do zamówienia można otrzymać dwie miniaturki Klairs Supple Preparation Facial Toner*.
Jeśli w mojej obecnej pielęgnacji są jakieś produkty, których recenzje chciałybyście przeczytać, dajcie znać w komentarzach! :)




























